piątek, 7 września 2012

Wspólny Kierunek Rozdział XXVI

Do domu wszedł David.
-Cześć skarbie!- zawołał od progu. Podszedł i pocałował mnie w policzek, bo nie dałam mu dotknąć moich ust. - Coś się stało? - spytał ze zdziwioną miną.
-David... Czuję się przy tobie świetnie... Jak przy przyjacielu. Najlepszym na świecie, ale przy przyjacielu...
-Czekaj, czekaj...- powiedział oszołomiony. - Ty za mną zrywasz?!
-Nie... To znaczy... UGH!!! Po prostu chcę, żebyśmy byli... Best Friends Forever...- starałam się tak złożyć słowa, żeby to nie zabrzmiało źle.
David bez słowa poszedł do kuchni i do wieczora się do siebie nie odzywaliśmy.
Nie chciałam stracić jeszcze jego- jedynego człowieka pod słońcem któremu na prawdę mogłam ufać.
Przez kolejne kilka dni, nie odzywaliśmy się do siebie, ja coraz rzadziej odwiedzałam szkołę, a on znalazł inną dziewczynę. Po tygodniu, nie wytrzymałam. Kiedy był w szkole, spakowałam się i po prostu wyszłam. Nawet nie zamknęłam drzwi. Poszłam przed siebie. Nogi zawędrowały mnie... Nad rzeczkę. Usiadłam na trawie i oparłam się plecami o drzewo.
Nagle usłyszałam czyjeś kroki, ale po tym wszystkim miałam w dupie, kto przyjdzie i co mi zrobi. Myślałam o Ali. Że jednak za nią tęskniłam.
-O wilku mowa... - powiedziałam jek ją zobaczyłam stojącą jak wryta, kilka metrów przede mną.
-D...
-Nie mów tak do mnie.
Usiadła koło mnie bez słowa i siedziałyśmy tak do wieczora.
Odruchowo popatrzyłam na jej brzuch. Był wyraźnie większy niż ostatnio, ale dawno się nie widziałyśmy. Przypomniałam sobie wszystkie wspólnie spędzone momenty. Tzn. dużo takich momentów, bo raczej nie wszystkie... Łzy stanęły mi w oczach. Nagle poczułam ciepełko. Popatrzyłam na nią i gwałtownie zamrugałam, ale ona przycisnęła mnie do siebie jeszcze mocniej i zacisnęła oczy.
Jakoś, nie wiem jak, zaciągnąła mnie do domu moich rodziców. Nikogo w domu nie było, więc weszłam (gdyby ktoś był, zostałabym na dworze). Ala zaprowadziła mnie do naszego byłego pokoju. Było tam bardzo pusto beze mnie i moich rzeczy.
-Zostajesz tu.- Ala powiedziała i wzięła ode mnie torbę, którą cały czas za sobą ciągnęłam.
-Nie... Ala...
-Zostajesz tu!- powturzyła tonem nie znoszącym sprzeciwu.
-Nie! Ala, nie rozumiesz, że to nie jest mój dom, ani moje życie?! Jak nie, to nie...
-Daria! Przestań! Daj spokuj! Zostajesz tu i koniec, bo jak nie...
-Jak nie, to co?! Jak mnie zmusisz?
-To ja się... Zabije.
Zabrakło mi słów. Myślałam, że Ala ma do mnie inne podejście. Że się nie nawidzimu. A tu wyskakuje mi z takim tekstem. Bardzo chciałam coś powiedzieć, ale nie bardzo wiedziałam co. Chciałam jakoś, obojętnie jak przerwać tą głuchą, grobową wręcz ciszę. Tylko, do jasnej cholery, nie wiedziałam jak!

Autorką jest SiaSia moja BFF, a to jej blog: http://siasia1d.blogspot.com/

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz